Tak też stało się tym razem, a miałam ograniczyć wydatki i nie kupować nic na zapas, a jednak...
Razem z koleżanką, w nagrodę za zdane kolowkwium (tak, wiem, usprawiedliwiam się), wybrałyśmy się do osiedlowego lumpeksu.
Upolowałam dwie śliczne torebki.
Z góry przepraszam za jakość i 'oprawę' zdjęć.
Pierwsza - gobelinowa, co prawda nie tak efektowna jak sztywniary, ale mimo wszystko jestem zadowolona.
Druga wygląda jak harcerska sakiewka.
Obie idealne na spacery.
Znalazłam też letni, lniany żakiet i sukienkę jakiej szukałam od dłuższego czasu.Chyba jednak opłacało się złamać postanowienie..

7 komentarze:
Choruję na gobelinową torebkę i strasznie tej zazdroszczę! Piękna! :)
Tak się składa że ja też choruję...ech, te szafiarskie epidemie :)
Ta tutaj śliczna, u mnie w lumpach akura z torebkami cienko :/
Brawo za złamanie postanowienia bo torebki są ekstra. A pierwsza to już wogóle cudeńko! U mnie tak jak u Juny, też cienko z torbami w ciucholandach...
Obie są po prostu prześliczne! Zazdroszczę takiego lumpeksowego daru :)
Ale wspaniałe torebki.Jednak nie ma to jak ciuchland.:)
O, to wy też z Krakowa? Może kiedyś wpadniemy na siebie na placu żydowskim - ja byłam w tę niedzielę i ustrzeliłam kolejny pasek którego pewnie nie będę nosić (Tak, te blaszki u mnie na zdjęciu to pasek był :), tym razem z gigantyczną piracką klamrą w kształcie czachy :)
Piękne torebki, szczególnie pierwsza! ...Na pewno się opłacało ;)
Prześlij komentarz